Uwaga, truizm: To jest tak, że są takie koncerty, na których zupełnie nie liczy się, jaki styl reprezentuje performer. Można nie trawić hip-hopu, rapu, dżezu, a i tak będzie się zachwyconym. Dla mnie takim przykładem jest właśnie ursynowski koncert Rootsów. Od wejścia Tuby banan nie znikał do końca. To znaczy na końcu był wkurw, że to już koniec, ale wiecie Szpaństwo o co mi chodzi.
Takie The Seed na przykład...
albo Here I Come...
Czy trzeba coś jeszcze pisać?
Koncert urwał mi dupę. Gdyby ktoś znalazł, to adres w stopce (już chyba gdzieś to pisałem, ale to tak jak z afiszami wieszanymi na drzewach - większa szansa, że się znajdzie).
a rozwijając: 1. Thought @ Work 2. Here I Come 3. Game Theory 4. Star 5. In the Music 6. Get Busy / Jungle Boogie 7. Proceed 8. Step Into the Realm 9. Long Time 10. Mellow My Man / Jusufckwthis 11. Sorrow Tears and Blood / Criminal 12. You Got Me (incl. Sweet Child o' Mine / Who Do You Love / Immigrant Song) 13. Rising Up 14. The Next Movement
Encore: 15. The Seed 16. Move on Up 17. Men at Work
Filharmonia. A ja bez krawata. W Łodzi w ramach Camerimage wystąpili Isobel Campbell i Mark Lanegan. JĄ pamiętamy (prawda?) z Belle and Sebastian i The Gentle Waves...
JEGO ze Screaming Trees, Queens of the Stone Age, Gutter Twins i współpracy z Mad Season...
Oboje nagrywali też solo. Razem wyszły im dwie płyty: "Ballad of the Broken Seas" i tegoroczna "Sunday at Devil Dirt". A zaczęli się ze sobą zadawać dlatego, że Campbell chciała mieć swojego Gainsbourga.
Koncert taki, jakiego oczekiwałem. Może nie porywający (bo jak takie smęty mają porywać), ale co najmniej przyzwoity. Chyba po Rootsach jestem lekko zmęczony... Wrzucam (poniżej), więc można się samemu przekonać, a ja posłucham sobie za jakiś czas i może wtedy doznam.
Fotek i jutubów na razie brak - jak się pojawią, to zrobię apdejt.
PS1. Pozdrawiam sympatycznego starszego pana, który wszystkich pytał, czy Isobel nie jest czasem podobna do naszej Kasi Kowalskiej. PS2. Pozdrawiam sympatyczną rodzinkę z dzieckiem: od czasu do czasu można będzie Was usłyszeć na nagraniu.
A oto setlista: 1. Seafaring Song 2. Deus Ibi Est 3. Who Built the Road 4. Creeping Coastline of Lights 5. The False Husband 6. Ballad of the Broken Seas 7. Keep Me in Mind Sweetheart 8. Saturday's Gone 9. Back Burner 10. Flame That Burns 11. Free to Walk 12. Rambling Rose, Clinging Vine 13. Honey Child What Can I Do 14. Salvation 15. (Do You Wanna) Come Walk With Me 16. Something to Believe 17. The Circus Is Leaving Town
Encore: 18. Revolver 19. Come on Over 20. Ramblin' Man 21. Wedding Dress
Uwaga, country! - powinien brzmieć i grzmieć nagłówek. Jak ktoś jest uprzedzony, niech dalej nie klika. A open-minded persony mogą spokojnie przesłuchać.
Na początek oryginalna wersja - przed Państwem Glen Campbell:
a na deser cudna wersja Mistrza Johnny'ego Casha:
I jak? Dobre country nie jest złe?
Teraz bogatsi i szczęśliwsi możecie dołączyć się do trwającej od czterdziestu lat kłótni, o które Wichita chodziło autorowi (Jimmy Webb).
Ostatniego dnia października AD 2008 w Sali Kongresowej wystąpiła Lizz Wright z zespołem. Prawdę pisząc, nie miałem jakiegoś silnego bodźca, by wybrać się na ten koncert, bo po świetnej płycie "Dreaming Wide Awake", tegoroczna "Orchard" cosik mniej mi się spodobała. Ale poszedłem i nie żałuję. Teraz i płyta bardziej mi pasi.
Lizz dała bardzo dobry koncert. I nie musi mi nikt wierzyć na słowo, bo poniżej jest link do mego butlega. Dużo nie mówiła, długo nie pograła, ale z zacnym zespołem zmieniła wielką Salę K. w mały klubik dżezowy.
Na jutubie nie znalazłem klipów z Warszawy, więc chciałem wrzucić kilka z Gdyni, bo tam parę miesięcy temu odbył się Ladies' Jazz Festival z udziałem Lizz Wright właśnie. Ale nie mogę, bo użytkownik zablokował embedowanie (wiem, że nie ma takiego słowa). Kłody pod nogi bloggerom rzucają, jak nic. Ale mściwy nie jestem, więc link zapodaję. A fragment wrzucam ze Seattle.
A oto i setlista warszawska: 1. Eternity 2. Old Man 3. I Idolize You 4. Another Angel 5. Stop 6. Walk with Me, Lord 7. Dreaming Wide Awake 8. Narrow Daylight 9. My Heart 10. When I Fall 11. Coming Home 12. Peace Flows (with Brandon Ross)
Encore: 13. Trouble 14. Salt
Zespół w składzie: Lizz Wright - Vocals Brandon Ross - Guitars, Vocals Nicolas D'Amato - Bass Kenny Banks - Keyboards, Vocals Christopher Eddleton - Drums
Utwór po raz pierwszy pojawił się w filmie Bagdad Café (1987), do którego muzykę skomponował Bob Telson. Ponieważ śpiewanie nie jest jego mocną stroną, to trzeba było znaleźć odpowiedni głos. I tak Jevetta Steele, mało znana wokalistka gospel zaśpiewała w filmie. I niewiele brakowało, a piosenka w jej wykonaniu zgarnęła by Oscara.
Potem po utwór sięgała masa osób. Najlepiej moim zdaniem poradzili sobie:
Jeff Buckley
George Michael
i Holly Cole.
Niestety są też porażkowe wersje, jak ta od Celiny Dion. Nie wklejam - jak kto chce cierpieć, to niech sobie sam poszuka.
1. Put Your Headphones On 2. Outer Space 3. The Story 4. Married to Life 5. Billy Elliot 6. Dancer 7. Side Effects of Growing Up 8. Words Won't Save You 9. Carousel 10. Fear of Flying 11. Night of the Living Dead
Najsampierw była EPka "Storm", potem 657 osób zrzuciło się na 50k USD i za tę kasę udało się Julii Marcell (z Olsztyna) nagrać debiutancki album "It Might Like You". [LEKRAMA] Tutaj można posłuchać trzech kawałków lub kupić całą płytę. [/LEKRAMA]
Julia sama określa swoją muzykę jako classical punk. Blisko jej do Reginy Spektor, Kate Bush, Tori Amos... Ale blisko nie oznacza, że nie ma własnego stylu. A już na pewno nie oznacza, że nie ma talentu do pisania własnych piosenek. Czasem prostych, czasem dziwnych, ale zawsze urzekających. U Julii Marcell liczą się też, tak jak u wymienionych wyżej starszych koleżanek, teksty. Niewymuszone, zgrabnie opowiedziane historie.
Po pierwszym przesłuchaniu uwagę zwraca przede wszystkim kabaretowo brzmiący "Dancer", utwór będący rodzajem muzycznej wersji obrazów Toulouse-Lautreca (w tekście zresztą pojawia się wielki Henri). Dla mnie to kwintesencja songwriterstwa (wiem, że nie ma takiego słowa). Po następnych odtworzeniach w każdej piosence można znaleźć coś przykuwającego uwagę: dziecięcą grę podwórkową (taką z klaskaniem w ręce) w "Side Effects of Growing Up", witalność w "Billym Elliocie" czy wreszcie przebojowość "Night of the Living Dead". Z kolei ładunek emocji, jaki występuje w "Fear of Flying" powoduje u mnie ciarki - znak, że mam do czynienia z czymś pięknym (jeśli dla kogoś ocieram się o banał, to jest cynikiem, ot co).
Dla mnie "It Might Like You" jest w ścisłej czołówce tegorocznych przesłuchań. Mam nadzieję, że wkrótce będzie szerzej dostępna. I że w ogóle będzie do kupienia w sklepach w Polsce.
5 grudnia Julia z zespołem po raz pierwszy wystąpi w Warszawie. Koncert odbędzie się w ramach 6. Europejskiego Festiwalu Młodego Kina "EFeMKa 2008". Miejsce: Cafe Kulturalna (PKiN), 22:00, bilety po dysze.
Polecam, bo widziałem już koncert Julii z zespołem w klubie Aufsturz w Berlinie podczas tegorocznego Popkommu.
Setlista wyglądała tak: 1. Intro (Lonely in the Dark) 2. The Warm Up Song 3. Billy Elliot 4. Side Effects of Growing Up 5. Married to Life 6. Fear of Flying 7. Carousel 8. The Story 9. Dancer 10. Night of the Living Dead
Encore: 11. Outer Space
Wystąpił zespół w składzie: Julia Marcell - vocals, piano, violin Anna Prokopczuk - viola, vocals Jakob Kiersch - drums, vocals
Jak donosi Plejada Ryszard Rembiszewski, czyli Pan Lotto postanowił rzucić robotę. "TRAGEDIA", "TAKA SZKODA", "Nawet nie zdążył się pożegnać" - g/brzmią komentarze internautów. Z kolei redakcja Plejady ze łzami kapiącymi z oczu na klawiaturę dodaje: "Był prowadzącym, którego widzowie słuchali z największym napięciem, chociaż jego działalność ograniczała się tylko do dyktowania liczb. Ale jego słowa wzbudzały największe emocje, doprowadzały do zawału, zmieniały życie ludzkie".
Łącząc się w żalu ze wszystkimi zszokowanymi fanami pana Ryszarda pozwolę sobie przypomnieć, jak pięknie potrafił on przeskoczyć kłody, które rzucała mu pod nogi ekipa techniczna.