Zaczęło się od krótkiego saportu (Grey Reverend na głosie i gitarze akustycznej). Taka rozgrzewka, ale bez wielkiego ognia. Po paru minutach przerwy z głośników wydobył się głos zapraszający na koncert i na scenę wkroczyła Orkiestra Filmowa. Zaczęli od Burn Out i już wiedziałem, że wieczór do udanych zaliczę. Wokalnie grupę wspierali rzeczony już Grey Reverend oraz Heidi Vogel (Levo). Ależ ona mocna w gębie! Z mojego punktu siedzenia nagłośnienie było kapitalne. Mogłem docenić nieprzeciętne aranże (to był mój pierwszy koncert TCO, więc nie wiem, czy to norma). Najlepiej moim zdaniem wypadły te najbardziej rozbudowane numery: Man With the Movie Camera i drugi bis - Ode to the Big Sea.
Poniżej wrzucam foty Froty (na zdjęciach Grey Reverend, więcej w galerii WP), a jeszcze niżej butleżka.
Oto setlista: 1. Burn Out 2. Child Song 3. As the Stars Fall 4. Familiar Ground 5. Music Box 6. Breathe 7. Flite 8. Man With the Movie Camera
Encore 1: 9. To Build a Home 10. All That You Give
Encore 2: 11. Ode to the Big Sea
Zespół w składzie: Jason Swinscoe - Keyboard, Laptop Phil France - Bass Nick Ramm - Piano Stuart McCullum - Electric Guitar Tom Chant - Saxophone Luke Flowers - Drums
Coś się ostatnio monotematyczny ten blok robi... Oto ***Bob Dylan: Never Ending Story***
Podobno pierwszym singlem z nowej płyty nie będzie Beyond Here Lies Nothin', a Feel a Change Comin' On. W oczekiwaniu na potwierdzenie, zapraszam do odsłuchu. [APDEJT 20/04/2009: Potwierdzenia nie ma. Amazon wypuścił dziś wideło do Beyond Here...]
Przyjechał, pozamiatał, wyjechał. To tak w skrócie. A szerzej:
Wieczny tułacz w trakcie swojej Never Ending Tour dotarł do Berlina. Zaczął mocno, od niespodzianki - The Wicked Messenger. Wprawdzie akustycy podczas pierwszego utworu korygowali brzmienie, ale nie udało im się zepsuć numeru. Następnie Dylan wyszedł na środek, stanął przy mikrofonie uzbrojony tylko w harmonijkę i dmuchnął When I Paint My Masterpiece, potem dobrał sobie gitarę i zabrzdękał You Ain't Goin' Nowhere i w końcu wrócił do keyboardu, by z tego miejsca, z jednym wyjątkiem (Tweedle Dee & Tweedle Dum), zagrać resztę utworów.
W porównaniu z ubiegłorocznymi koncertami Dylan głosowo radził sobie lepiej. Nie owijajac w bawełnę - śpiewał, nie tylko mruczał i melodeklamował. Zespół też brzmiał lepiej. Świetnie wypadło My Back Pages (kolejna niespodzianka na setliście), zaskoczyła aranżacja Things Have Changed, a All Along the Watchtower przypominało wersję Hendrixa. Być może to nadinterpretacja z mojej strony, ale myślę, że w związku ze szczytem G-20 na koncercie pojawił się niegrany jeszcze w tym roku Workingman's Blues #2. Bisy prawie że standardowe, choć Blowin' in the Wind nie było łatwe do rozpoznania (gdyby nie słowa, mógłby być kłopot).
Oto jedyny dostępny (na razie) fragment wideło (b&w):
Setlista: 1. The Wicked Messenger 2. When I Paint My Masterpiece 3. You Ain't Goin' Nowhere 4. The Levee's Gonna Break 5. My Back Pages 6. Things Have Changed 7. Tweedle Dee & Tweedle Dum 8. Beyond the Horizon 9. Stuck Inside of Mobile With the Memphis Blues Again 10. Love Sick 11. Highway 61 Revisited 12. Workingman's Blues #2 13. Thunder on the Mountain 14. Like a Rolling Stone
Encore: 15. All Along the Watchtower 16. Spirit on the Water 17. Blowin' in the Wind
Skład: Bob Dylan - keyboard, guitar, harp Tony Garnier - bass George Recile - drums Stu Kimball - rhythm guitar Denny Freeman - lead guitar Donnie Herron - violin, banjo, electric mandolin, pedal steel, lap steel
Pierwszy singiel [EDIT: to jednak nie będzie singiel, w każdym razie nie pierwszy] (Beyond Here Lies Nothin') z nowej płyty Boba Dylana (Together Through Life) już jest. Czuć powiew starości. Już tłumaczę, o co mi chodzi:
1. Instrumenty. Perkusja, hammond, bas, gitara, trąbka i akordeon. Wszystkie w doskonałej harmonii, skromnie, bez popisów. Na gitarze gra Mike Campbell (Tom Petty and the Heartbreakers), a na akordeonie David Hidalgo (Los Lobos i współpraca z milionem Wielkich). 2. Brzmienie. Nagranie brzmi jak klasyk z lat 50-tych (XX wieku oczywiście). Sam Dylan przyznaje, że chciał odtworzyć dźwięk starych płyt Chess Records czy Sun Records. 3. Tekst. "Oh well, I love you pretty baby / You're the only love I've ever known / Just as long as you stay with me / The whole world is my throne". Piosenka miłosna. Dylan dawno tak nie pisał.
Płyta wychodzi 27 kwietnia. Czekam. A już w środę koncert w Berlinie. Wprawdzie na koncertach na razie brak nowych utworów, ale setlisty i tak bywają zaskakujące.
1. Treasure Hunt 2. Cities Burning Down 3. It Ain't You 4. Nightingale 5. Let's Be Kids 6. Ms. Bell's Song / Radio Wars Theme 7. Golden Web 8. Into the Chaos 9. Digital Hearts 10. How Long 11. To L.A.
Druga płyta Australijczyków z Wielkiej Brytanii potwierdza, że potrafią oni pisać melodie. Potwierdza też, że Juanita Stein ma charakterystyczny, dobry wokal i nie waha się go używać. Potwierdza w końcu, że grupa ma wielki komercyjny potencjał. Gdyby U2 dziś tak grali, to nie byliby chłopcami do bicia dla indie wiary.
Dawno nie słyszałem tak dobrego otwarcia płyty - Treasure Hunt daje lewym sierpowym w łeb i jesteśmy zamroczeni. Trudno się ocucić, bo eteryczny Cities Burning Down cios lekko poprawia. Potem przez kilka rund możemy odpocząć (Nightingale), rozmarzyć się (Let's Be Kids), nawet przysnąć (Ms. Bell's Song), ale tylko do Golden Web - tu po serii lewy prosty + prawy sierpowy padamy na deski. Szczęśliwi (może dla kogoś słuchanie Howling Bells to guilty pleasure, ale ja tam byłem szczęśliwy).
Żadna to wielka płyta. Ale dla mnie jest to kawał dobrego grania. Grania, które podczas słuchania rysuje banana na twarzy (mimo, że melancholia bije z tej muzyki na milę).